Szybkie wskazówki
- Decide what good enough looks like first.
- Send it with one small flaw left in.
- Talk to yourself like a struggling friend.
Przepisujesz maila cztery razy, zanim go wyślesz. Kończysz projekt i zamiast ulgi czujesz cichy szum tego wszystkiego, co mogło być lepsze. Odkładasz rozpoczęcie czegoś, bo jeśli nie możesz zrobić tego dobrze, jakaś część ciebie wolałaby w ogóle nie zaczynać. Nic z tego nie wydaje się od środka problemem. Wydaje się posiadaniem wysokich standardów. Wydaje się tym, że ci zależy.
Na tym polega sztuczka perfekcjonizmu. Nosi kostium twoich najlepszych cech. A ponieważ tak robi, może rządzić twoim życiem przez lata, zanim zauważysz, że nie tyle czyni twoją pracę lepszą, ile czyni cię zmęczonym.
Mówmy jasno, co mamy na myśli. Chęć zrobienia czegoś dobrze jest zdrowa i dobra. Perfekcjonizm to coś innego: przekonanie, zwykle niewypowiedziane, że cokolwiek niedoskonałego jest porażką, a twoja wartość zależy od wyniku. Pierwsze cię napędza. Drugie idzie z tobą do domu.
Jego dwie połowy
Badacze, którzy to badają, kreślą linię między dwoma kawałkami, które często wędrują razem, ale ciągną w różnych kierunkach.
Jednym jest dążenie — stawianie sobie wysokich celów, ciężka praca, sięganie. Sam w sobie ten kawałek jest w większości w porządku. Może ci nawet służyć.
Drugim jest niepokój — surowa, lękowa połowa. Strach przed błędami. Poczucie, że inni patrzą i czekają, aż się potkniesz. Przekonanie, że jeden błąd wymazuje wszystko, co było przed nim. To połowa, która wyrządza szkody. Gdy badania wiążą perfekcjonizm z lękiem, depresją i wypaleniem, to w przeważającej mierze na tę stronę wskazują.
Znajomość tej różnicy ma znaczenie, bo oznacza, że nie musisz wybierać między byciem perfekcjonistą a byciem leniem. To nie są jedyne dwie opcje. Możesz zachować sięganie i odłożyć strach. To cały projekt.
Skąd się bierze
Psychologowie Paul Hewitt i Gordon Flett opisali trzy jego odmiany, a w więcej niż jednej możesz rozpoznać siebie. Jest ten rodzaj, który kierujesz na siebie, niemożliwa poprzeczka, której nigdy nie postawiłbyś nikomu innemu. Jest ten rodzaj, który celujesz w innych ludzi, ciche wyczerpanie znajdowania wszystkich nieco rozczarowującymi. I jest ten rodzaj, który wydaje się przychodzić z zewnątrz, przekonanie, że świat oczekuje, byś był doskonały, i wycofa swoją aprobatę w chwili, gdy nie będziesz.
Nad tym trzecim rodzajem warto się zatrzymać. To ten najściślej związany z poczuciem przygnębienia i samotności, i wygląda na to, że staje się coraz powszechniejszy. Analizując dziesięciolecia danych od studentów, badacze Thomas Curran i Andrew Hill odkryli, że ten społecznie napędzany perfekcjonizm, poczucie, że inni domagają się doskonałości, wzrósł o mniej więcej jedną trzecią między końcem lat 80. a połową lat 2010. Młodzi ludzie dziś wchłaniają głośniejszy, bardziej nieustanny komunikat, że nigdy nie są całkiem wystarczający. Porównywanie kiedyś działo się na obrzeżach twojego dnia. Teraz przewija się na ekranie.
Skądkolwiek wziął się twój, pochodzenie nie jest sednem. Nie wybrałeś go. Dziecko, które nauczyło się, że miłość pojawiała się ze świadectwem, albo że błędy przynosiły chłodny front, postępowało rozsądnie. Wzorzec miał wtedy sens. Po prostu teraz jest kosztowny.
Te same materiały APA wskazują na antidotum, które jest po cichu potężne, i nie są nim niższe standardy. Jest nim poczucie *bycia ważnym*, odczute doświadczenie bycia cenionym za to, kim jesteś, a nie za to, co wytwarzasz. Ludzie, którzy noszą w sobie to poczucie, są wymiernie lepiej chronieni przed depresją, lękiem i samotnością, które perfekcjonizm zwykle ciągnie za sobą. To wskazówka co do prawdziwej naprawy. Problemem nigdy nie było to, że chciałeś dobrze. Jest nim to, że gdzieś po drodze robienie dobrze stało się jedynym dowodem, jaki miałeś, że jesteś wart, by cię zatrzymać przy sobie.
Jak odróżnić go od zdrowej ambicji
Ponieważ perfekcjonizm przebiera się za napęd, pomaga mieć kilka uczciwych testów. Żaden z nich nie dotyczy tego, jak wysokie są twoje standardy. Dotyczą tego, co te standardy z tobą robią.
- Zdrowe dążenie mówi „chcę, żeby to było dobre”. Perfekcjonizm mówi „jeśli to nie jest doskonałe, mam kłopoty”. Jedno dotyczy pracy. Drugie dotyczy twojego bezpieczeństwa.
- Po sukcesie — czy pozwalasz sobie go poczuć, choćby przez chwilę? Czy może ulga wyparowuje w kolejną rzecz, którą powinieneś był zrobić lepiej? Radość, która nigdy nie ląduje, to znak ostrzegawczy.
- Czy potrafisz zaczynać rzeczy, w których możesz być słaby? Zdrowa ambicja pozwala ci być początkującym. Perfekcjonizm sprawia, że perspektywa bycia niezdarnym jest nie do zniesienia, więc unikasz całej kategorii.
- Gdy popełniasz błąd, czy jest on problemem do rozwiązania, czy referendum nad tobą jako osobą? Rozmiar twojej reakcji na drobne błędy mówi ci, który silnik pracuje.
Jeśli przeczytałeś to i poczułeś się trochę przejrzany, nie jesteś zepsuty. Opisujesz jeden z najpowszechniejszych wzorców, jakie istnieją wśród myślących, zdolnych ludzi. Dobra wiadomość ukryta w tym: zdolni, myślący ludzie to dokładnie ci, którzy potrafią nauczyć się innego sposobu odnoszenia się do własnej pracy.
Co naprawdę kosztuje
Oto część, która ludzi zaskakuje. Perfekcjonizm nawet nie dostarcza tego, co obiecuje.
Obiecuje świetną pracę. To, co często wytwarza, to paraliż. Jeśli zaczęcie oznacza ryzyko wadliwego wyniku, najbezpieczniejszym ruchem jest nie zaczynać, więc czekasz i nazywasz to czekanie „przygotowywaniem się”. To w dużej mierze powód, dla którego perfekcjonizm i prokrastynacja tak blisko ze sobą chodzą.
Obiecuje dumę z dobrze wykonanej pracy. To, co dostarcza, to meta, która wciąż się przesuwa. Trafiasz w cel i nic nie czujesz, bo zanim dotrzesz, cel już podpełzł wyżej. Radość, która powinna być twoja, nigdy nie ląduje.
I po cichu nakłada podatek na ludzi wokół ciebie i na te części twojego życia, które nie pojawiają się na tablicy wyników. Hobby, w których byłbyś początkowo słaby, więc je pomijasz. Relacje napięte, bo standard, który stawiasz sobie, przecieka na wszystkich innych. Cleveland Clinic zauważa, że pozostawiona bez kontroli, ta nieustępliwa samokrytyka może żywić prawdziwy lęk, niskie poczucie własnej wartości i przewlekły stres. Ciało zachowuje rachunki.
Jak rozluźnić uchwyt
Nie naprawiasz tego, starając się bardziej, bo staranie się bardziej jest tym silnikiem. Naprawiasz to, zmieniając sposób, w jaki reagujesz na niedoskonałość, gdy się pojawi. Oto ruchy, które naprawdę pomagają.
Celuj w „wystarczająco dobre”, celowo. Zanim coś zaczniesz, zdecyduj, jak wygląda ukończone, i zdecyduj to na realistycznym poziomie. Mail musi być jasny i życzliwy. Nie musi być małym arcydziełem. Nazwanie poprzeczki z góry powstrzymuje cię przed dryfowaniem ku nieskończoności w trakcie pracy.
Ćwicz celową niedoskonałość. Brzmi dziwnie, a działa. Wyślij wiadomość z pozostawionym drobnym mankamentem. Włóż strój, który jest w 90 procentach w porządku. Pozwól, by spotkanie się skończyło bez doskonałego zdania na koniec. Za każdym razem, gdy przeżyjesz niedoskonałą rzecz, uczysz swój układ nerwowy, że katastrofa, na którą się szykujesz, w rzeczywistości nie nadchodzi.
Mów do siebie jak do kogoś, kogo kochasz. Zauważ głos w swojej głowie, gdy się potkniesz, i zadaj jedno pytanie: czy powiedziałbym to przyjacielowi, który popełnił ten sam błąd? Niemal zawsze nie. Byłbyś cieplejszy, sprawiedliwszy, bardziej wybaczający. Skieruj ten sam ton z powrotem na siebie. To nie miękka rada. W jednym badaniu śledzącym zarówno nastolatków, jak i dorosłych, współczucie wobec siebie wymiernie osłabiało związek między perfekcjonizmem a depresją. Ludzie, którzy potrafili być dla siebie życzliwi, byli mniej ranieni przez te same wysokie standardy. Życzliwość była buforem.
Oddziel wynik od swojej wartości. Nieudany projekt to nieudany projekt. To nie dowód, że jesteś nieudacznikiem. Od środka czują się identycznie, a nie są tym samym. Praca może być wadliwa, a ty wciąż możesz być całkowicie w porządku. Wyłapywanie tej szczeliny, raz za razem, to większa część umiejętności.
Zainteresuj się strachem. Gdy nie możesz zacząć albo nie możesz przestać dłubać, zapytaj, czego właściwie boisz się, że się stanie, jeśli to nie będzie doskonałe. Powiedz odpowiedź na głos. „Pomyślą, że nie jestem mądry”. „Zostanę zdemaskowany”. Wydobyte na światło, te lęki zwykle się kurczą, bo rzadko są tak prawdziwe ani tak ostateczne, jak się wydawały.
Wpuść innych ludzi. Perfekcjonizm kwitnie w samotności, gdzie nikt nie widzi szczeliny między standardem a rzeczywistością. Powiedzenie zaufanemu przyjacielowi „kręcę się w kółko nad tym, a to już jest wystarczająco dobre” przełamuje zaklęcie. Niemal zawsze widzą to wyraźniej niż ty.
Żadna z tych rzeczy nie jest jednorazową naprawą. To powtórzenia. Za pierwszym razem, gdy celowo zostawisz coś niedoskonałego, będzie to okropne. Za dziesiątym, mniej. Nie wymazujesz instynktu. Budujesz obok niego drugi, spokojniejszy, i powoli oddajesz mu coraz więcej kierownicy.
Mała praktyka na najgłośniejsze myśli
Gdy samokrytyczny głos się rozkręca, nie musisz wygrywać z nim sporu. Musisz tylko spowolnić go na tyle, by mu się przyjrzeć. Oto krótka wersja, którą możesz zrobić na papierze albo w głowie.
- Wyłap myśl, słowo w słowo. Nie jej klimat, lecz faktyczne zdanie. „Powinienem był wyłapać tę literówkę, jestem taki niedbały”.
- Zapytaj, co naprawdę twierdzi. Zwykle jest tam mały, sprawiedliwy kawałek (zdarzyła się literówka) zawinięty w ogromny, niesprawiedliwy (i dlatego jestem niedbały, i tym właśnie jestem).
- Rozdziel te dwa. Zachowaj sprawiedliwy kawałek. Zdarzyła się literówka i możesz ją poprawić. Odrzuć wyrok jadący na jej grzbiecie.
- Zapisz wersję, którą powiedziałbyś przyjacielowi. „Przeoczyłeś jedną rzecz w długim dokumencie. To ludzkie. Popraw i idź dalej”. Potem skieruj to na siebie.
Jest to powolne i z początku trochę niezgrabne, jak nauka jazdy na manualu. Rób to wystarczająco często, a życzliwsza odpowiedź zacznie przychodzić sama, szybciej niż ta okrutna. To jest cel. Nie uciszenie wewnętrznego krytyka. Tylko upewnienie się, że nie jest już jedynym głosem w pokoju.
Kiedy to więcej niż nawyk
Jest punkt, w którym przestaje to być dziwactwem do ogarnięcia na własną rękę. Jeśli perfekcjonizm powstrzymuje cię od kończenia pracy, odciąga cię od ludzi, podsyca stały lęk albo przerodził się w sztywne rytuały lub w relację z jedzeniem i własnym ciałem, która cię przeraża, proszę, potraktuj to jako wartę prawdziwego wsparcia. Wzorce tak głębokie często mają korzenie, których artykuł poradnikowy nie sięgnie.
Dobry terapeuta nie będzie próbował wyperswadować ci, że ci zależy. Celem jest pomóc ci zachować część, która wykonuje dobrą pracę, i odłożyć część, która cię ściera. Podejścia takie jak terapia poznawczo-behawioralna są dobrze zbadane właśnie pod tym kątem. Sięgnięcie po tę pomoc nie jest porażką siły woli. To jedna z bardziej trzeźwych rzeczy, jakie człowiek może zrobić.
Cicha nadzieja pod tym wszystkim jest taka. Możesz wykonywać pracę, z której jesteś dumny, trzymać standardy, które szanujesz, i wciąż wracać do domu, do umysłu, który nie jest z tobą w stanie wojny. Wysoka poprzeczka i miękkie lądowanie mogą mieszkać w tej samej osobie. Wolno ci być tą osobą.
Źródła
- Cleveland Clinic, Am I a Perfectionist? 5 Traits and Signs
- American Psychological Association, The antidote to achievement culture
- Harvard Summer School, Perfectionism Might Be Hurting You. Here's How to Change Your Relationship to Achievement
- National Center for Biotechnology Information, Self-compassion moderates the perfectionism and depression link in both adolescence and adulthood